„Był sobie kosmos” - gra dla sprytnych, lotnych i odkrywczych

On kwiecień 5, 2019

Ta gra to kosmos!- taki jak lubisz - zanurzysz się w nieskończoność raz i potem każdy weekend będzie wyglądał podobnie :-)

Kiedy byłam dzieckiem, mocno interesowały mnie filmy sci-fi, eksploracja kosmosu, planety, życie pozaziemskie i wszystkie kosmiczne gadżety. Miłość do tej dziedziny przekazałam połowie mojego potomstwa. Druga połowa – zakochana w serii „Było sobie życie” – podłapała więc tego Hipokampusowego bakcyla i też chciała grać.

Najnowsza gra Wydawnictwa Hipokampus wpasowała się więc idealnie w moje zainteresowania. Któż z nas w końcu nie lubi, przynajmniej w jakiejś części wyłapywać kosmicznych nowinek i badać nieskończoną galaktykę?

Najbardziej przy unboxingu obecny i podekscytowany był Jack. Niestety udzielać mógł się jedynie podczas tej czynności, bo gra przeznaczona jest dla dzieci 7 +

Moim zdaniem, nawet rezolutne sześciolatki są w stanie poradzić sobie z zadaniami o ile znajdzie się ktoś, kto wyjaśni im dokładnie wszystkie reguły i będzie czytał kosmiczne pytania.

Tak więc – jak przy wszystkich tego typu grach – niezbędna jest zapoznanie się z instrukcją obsługi. Na szczęście w moich szeregach znajduje się jeden formalista i miłośnik porządku planszówkowego – nie mieliśmy zatem problemu z przebrnięciem przez podstawowe zasady. Warto trzymać instrukcję pod ręką, żeby w razie czego wyjaśnić sobie wszelkie nie do mówienia czy nieścisłości.

 

Gra składa się z poszczególnych elementów:

   planszy 

kostek do gry

kart z pytaniami kosmicznymi oraz Pech / Szansa

 żetonów planet

 zwykłych żetonów

 kryształków

 tabliczek graczy

oraz  samych pionków, które od razu wydadzą się nam znajome. Jeśli kiedykolwiek oglądaliście serial Alberta Barille’a „Było sobie życie”, „Byli sobie podróżnicy” etc – to od razu będziecie wiedzieć, który z Piątków to postać pozytywna a które nie. Lubię bardzo ten akcent łączący całą tę serię gier i filmów – człowiek ma poczucie że już coś o niej wie, pomimo, że pierwszy raz ma doczynienia z planszówką.

Cel gry jest jasno wytyczony. Należy dotrzeć do czterech z ośmiu planet układu Słonecznego, pobrać próbki do badań naukowych z każdej odwiedzonej planety( 1 kryształek - jedna planeta, razem 4) oraz powrócić na ziemię. Ta osoba, której uda się to jako pierwszej – wygrywa rozgrywkę. Muszę przyznać, że poległam z kretesem. Nie będę już przechwalać się swoją wiedzą kosmiczną nigdy więcej, bo ewidentnie jest trochę przestarzała :-) 

Chłopcy za to śmigali z odpowiedziami sprawiając, że siedziałam osłupiał. Nie zdziwiło mnie wcale, kiedy mój czternastoletni Chemik od razu wiedział, jakie są dwa główne składniki powietrza na ziemi ( tlen i azot - to dla niewtajemniczonych :-)

  

Natomiast skąd wiedzieli od razu, jaka planeta była pierwszą odkrytą za pomocą teleskopu?!?!? ( Uran - tak tylko to rzucam podpowiedzi). 

Ja natomiast mogłam zabłysnąć swoją wiedzą, kiedy przyszło do odpowiedzi na pytanie, czy Jurij Gagarin był pierwszym człowiekiem który postawił stopę na księżycu. Dzieci nie miały pojęcia kto to był ... kolejny dowód na to, jak kilka dekad historii wymywa pewne informacje ze świadomości przeciętnego Kowalskiego. Dlatego właśnie między innymi ważne są takie planszówki: nie tylko udowadniają, że cały czas spędzony rodzinnie z dala od telewizora może być fajny i nie wzbudzać nerwowej konieczności zerkania na telefon co 5 min. 

Może być fajnie, może być razem, można z tego wynieść coś dla siebie emocjonalnie i intelektualnie. To jedna z tych gier dwa w jednym, które nie tracą na aktualności. Czuję, że przy następnej rozgrywce pójdzie mi już lepiej. Nie mogę się doczekać kiedy zagra z nami dziadek. On też z pewnością będzie wiedział kto to był Gagarin :-)

Zajrzyjcie na stronę Wydawnictwa Hipokampus TUTAJ i sprawdźcie, czy ta gra może być sposobem na wasz udany rodzinny wieczór. 

Cały kosmos stoi przed wami otworem! 



Komentarze


Zostaw swój komentarz