" POWIEDZ MI CO JESZ, A POWIEM CI , KIM JESTEŚ" - czyli dobrodziejstwa płynące z pudełka ...

On marzec 24, 2017

Jedzenie. Jedna z niewielu czynności w które zaangażowany jest absolutnie każdy człowiek na ziemi. Czy jeśli jesteśmy już skazani na nużące wykonywanie jednej czynności od urodzenia do śmierci - to nie warto robić to z głową, dobrze i ze smakiem? 

Nie będę wam słodzić i opowiadać rzewnych historii jak to moja czwórka dzieci z zapałem pochłania wszystko, co ugotuję. Pochwalę się,że jedzą w sumie jakieś 95% tego co zrobię. Mają swoje smaki - jak każde dziecko . Na szczęście ich wybrzydzania ograniczają się do kilku składników dodawanych do potraw, które jemy wszyscy. Nie jestem zawodową kucharką, nie prowadzę stołówki - nie mam takich mocy przerobowych, żeby każdemu gotować coś innego wg potrzeb i smaków. Prowadzę firmę, projektuję i produkuję swoje pomoce dydaktyczne , zajmując się jednocześnie najmłodszym - dwuletnim synem. Organizacja zatem jest u mnie na pierwszym planie. Już mniej więcej w poniedziałek wiem, co będziemy jeść w piątek. Daleko mi do ideału najlepszej pani domu - jednak moje dzieci głodne nie chodzą i grube również nie są. 

Wszyscy uprawiamy równe rodzaje sportów : od koszykówki, pływania kilka razy w tygodniu, po jeździectwo ( ja i córka) i jogę  .Wszyscy grają też na instrumentach. Co chwilę słychać dochodzące z naszego małego domku dźwięki skrzypiec, pianina czy gitary. Najmłodszy stara się przebić przez ten harmider swoim wrzaskiem:-) Na nudę więc nie narzekam. Mam co robić. Jedna z moich ulubionych, relaksujących czynności schodzi ostatnio na plan dalszy - nie jest łatwo ogarnąć w domu dorastających synów i córkę i ich zapotrzebowanie energetyczne na coraz to nowe jedzenie. 

Ogarniam jednak. Narazie. Czasem jednak mam takie tygodnie, że już od poniedziałku skupienie rzeczy do wykonania/ pojechania. przećwiczenia, zawiezienia, skontrolowania etc jest .... mocno nasilone. 

I co? I radzę sobie . A właściwie radzą za mnie inni. Odpada mi zamartwianie się o jedzenie dla dzieci przynajmniej. Czasem dodatkowe treningi, wyjazd, moja choroba ( Uwaga - spoiler alert - to mit że matki nie chorują! Zdarza nam się to rzadziej ale jak już złapie - to powala na łopaty ) dezorganizują mi pracę i życie domowe. 

Okazuje się ,że są tacy jak BODY CHIEF, którzy gotowi są wesprzeć takich jak ja... 

Teraz uwaga! Piszę o jedzeniu pudełkowym. Ja - znany koneser rodzinnych przepisów - od pierwszego momentu pojawienia się tego typu jedzenia na rynku - zawsze z politowaniem patrząca na korzystających - biję się w pierś!  Głupio mi jak cholera ale wolę przyznać się teraz.

 

Z czym kojarzy ci się jedzenie pudełkowe ? Mnie kojarzyło się z dobrobytem, lenistwem, snobizmem, nieumiejętnością gotowanie i wydziwianiem. A teraz? teraz kiedy jesteśmy wszyscy po tygodniowej próbie jedzeniowej? Teraz WIEM, że jedzenie z Body Chief ( nie próbowaliśmy żadnej innej diety pudełkowej, więc odnośnika nie mam żadnego ) jest smaczne, kolorowe, apetyczne w konsystencji, innowacyjne, codziennie zaskakujące, zdrowe, zachęcające do próbowania nowości i relatywnie nie drogie w porównaniu do wydatków mojej sześcioosobowej rodziny na jedzenie. Jestem przekonana, że gdybym miała odtworzyć jedzenie codziennie serwowane przez Body Chief - poszłabym z torbami w drugim tygodniu. Jeśli nie w pierwszym. 

Wracamy jednak do tego, co dostaliśmy:

Dzieci przez tydzień żywiły się DIETĄ JUNIOR ( nie wiem dlaczego tak to nazwali bo to z naszym- dorosłym - pojmowaniem diety i wyrzeczeń nie miało nic wspólnego ) 

Ja skusilam się na DIETĘ 1500 kcal

a mąż - akurat będący w fazie eksperymentu żywieniowego - poprosił o DIETĘ BEZGLUTENOWĄ 2500 kcal 

I co? I to....

FullSizeRender_3.jpg 

FullSizeRender_1_2.jpg 

Od samego początku chyba najbardziej cieszył mnie fakt - że przez tydzień moje gotowanie ograniczone będzie do niezbędnego minimum. To prawie jak takie mini - wakacje żywieniowe. Albo SPA dla głodomorów. 

Jedzenie w magiczny sposób codziennie rano - bladym świtem lądowało pod moimi drzwiami - trochę jak prezent świąteczny:-) Każdy z nas miał swoją torbę a w niej jedzenie na cały dzień. Wszystko wypakowywałam, segregowałam i ładowałam do lodówki.

IMG_0102.JPG

Co dzieci dostały w Diecie Junior? Skupmy się na tym. Codziennie rano witało je śniadanie i butelka ze świeżo wyciśniętym smoothie. Pierwszego dnia wygulgali wszystko w ekscytacji jeszcze w domu . Następnego - zabierali soki do szkoły w plecakach. Zdarzyło się najstarszemu zabrać również  całe śniadanie do szkoły, bo miał zaliczenie na 7 rano ( no comment - 1 klasa gimnazjum to wyzwanie zarówno dla rodzica jak i dziecka ) W normalnych okolicznościach - nie zjadłby nic i wyleciał na głodniaka . Na szczęście alternatywa z energetyczną bombą była pod nosem. Więc myk do plecaka i do szkoły. Kolejnym posiłkiem było II śniadanie, które zawsze zachęcało do zjedzenia od samego rana : pyszna tarta, ciastko etc - zdrowa , smaczna alternatywa kiczowatych chrupek i innych syfów sprzedawanych w szkole w maszynach.

IMG_9818.JPG 

Obiad to z reguły eksplozja kolorów. Nie zniechęciła nikogo od poniedziałku do niedzieli. Zdarzało mi się zabierać im jedzenie na basen i odgrzewać w sklepiku ( zaoszczędziłam  jednego dnia ponad 30 zł na kawiarnianym jedzeniu , bo " mamo błagam cię - umieram z głodu " .

Obiad to ostatni posiłek w diecie junior. Jak powiedziałam - nie jest to DIETA, czyli zmniejszona kalorycznie, energetycznie, specjalnie przygotowana z myślą o zrzuceniu wagi dieta . Dzieci, które - tak jak moje - dużo czasu spędzają poza domem, uprawiają rożne sporty - mogą korzystać z niej codziennie - aż do momentu "rodzinnej obiado - kolacji" . Przestawieni na tryb amerykański - jemy obiad w okolicach 14 ( lunch) a kolację ( dinner ) około 18. Potem nie jemy już nic .

Dieta junior była więc rozwiązaniem na 5+

 

IMG_9791.JPG

FullSizeRender_5.jpg 

FullSizeRender.jpg 

Najmłodszemu też czasem coś skapywało, jak bardzo marudził. 

Nie ma przeciwskazań, by z oferty DIETY JUNIOR korzystały dzieci od 6 roku życia oraz osoby dorosłe.

Świeże owoce, nowe smaki, których nigdy nie serwowałam dzieciom myśląc " i tak nie zjedzą więc się zmarnuje " . Okazało się,że zjedli. 

Dla mnie ten tydzień to była kulinarna lekcja smaku. Odtworzyłam już kilka potraw, których wcześniej nie robiłam, a które zasmakowały mnie i dzieciom.  

 

Bardzo zachęcam was do tygodniowej próby DIETY JUNIOR z BODY CHIEF . Dzieci spróbują nowości, wy zobaczycie jakie nowości możecie wprowadzić do swoich kuchni i przez jeden tydzień będziecie mieć pewność, że jedzą zdrowo i smacznie!

Ps. Ja z pewnością wrócę po więcej. Niedługo szykuje mi się kolejny tydzień z gatunku upiornych . Będzie więc idealna okazja na sprawdzenie czy jeszcze czymś kulinarnym wryje mnie w moją kuchenną podłogę Body Chief:-) 

Ps2. Mój mąż - eco friendly guy - prosit,żeby przekazać, że po tygodniowej diecie bezglutenowej przestały boleć go nadgarstki ( może jest w tym coś większego ) . jedyne , co nie podobało mu się w diecie pudełkowej to fakt, że zostało po niej MNÓStwo pudełek :-) Od czego jest jednak pomysłowość POMYSŁOWEJ MAMY? Część pudełek zutylizowałam w plastikowym recyklingu, część wykorzystałyśmy a Basią na jej koraliki, wodę do farb etc. W jednym zamieszkała gąbka na zlew:-) 

Dziękuję Body Chief za tę fajną przygodę. Długo jej nie zapomnimy:-) 

FullSizeRender_1.jpg 

 



Komentarze


Zostaw swój komentarz