Nie radzę Ci olać "Magia Olewania" - Sarah Knight ma dla Ciebie coś extra :-)

On maj 22, 2017

Dla tych, którym olewanie przychodzi super trudno i dla tych, którzy mają je we krwi ...

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż przeciętnemu człowiekowi nauczyć się olewania . Buzują w nas emocje - szczęście , wściekłość , ciekawość , radość - one wszystkie nie pozwalają nm po prostu przejść obojętnie , olać, wyczyścić się całkim z emocji , nie pozwalają odpuścić… Z mlekiem naszych matek ( ja z butelką najwyraźniej ) wyssaliśmy wszyscy moralizatorstwo i gotowość do wydawania osądów oraz angażowania się  w sprawy, które tak naprawdę wcale nas nie dotyczą. 

Olać to ! Łatwiej powiedzieć niż zrobić …

Ja zawsze miałam z z tym kłopoty. Do olania rożnych rzeczy potrzebowałam odpowiednich narzędzi w postaci uspokajającej muzyki, wyciszającego miejsca i samotności, gdzie mogłabym przeanalizować każdą - wartą przetrawienia i olania sytuację. Teraz powiedzcie mi ile takich sytuacji matka czwórki dzieci ma do swojej dyspozycji? Olać to? Hmmm… Nie bardzo… 

Wydawnictwo Muza wydając książkę, napisaną przez Sarah Knight „Magia olewania” trafiło w mój czuły punkt. Ja po prostu nie umiem już olewać. I ktoś musi mnie tego od nowa nauczyć . 

Wszystko, czego nerwus i nie -olewacz taki jak ja powinien wiedzieć , dlaczego w ogóle powinien nauczyć się sztuki nieprzejmowania się nieistotnymi rzeczami ,nielubianymi ludźmi etc …. wszystko jest tutaj wyłożone na talerzu. 

Czasem ciężko czyta mi się poradniki . Zdarza mi si przerywać po pewnym czasie, żeby wrócić do nich w odpowiedniej fazie mojego życia czy  potrzeby wewnętrznej. Traktuję je jako swoiste szkolenie zawodowe / samodoskonalenie  - studia pedagogiczne przygotowały mnie do pracy z dziećmi przedszkolnymi i wczesnoszkolnymi ale życie pokierowało mną w trochę innym kierunku - wychowując swoją czwórkę, projektując i produkując pomoce dydaktyczne dla dzieci - czasu na inne rzeczy mam coraz mniej .

Umiejętność przesiewania rzeczy ważnych od tych, które niepotrzebnie marnują mój czas i energię jest rzeczą niezwykle dla mnie istotną. Istotną ale niestety nie nabytą. 

Ta książka otworzyła mi oczy na pewne tematy i dała kopa do działania. Każdy z nas czasem go potrzebuje, czyż nie ? 

Wczoraj, zamiast ślęczenia nad kilkoma projektami, przeczytałam z Jackiem całą serię jego ulubionych książeczek. Olałam coś, co w sumie „nie ucieknie” a w zamian zapewniłam sobie i dziecku miłe wspomnienia. Fantastycznie spędziłam czas. 

Autorka odeszła z pracy w dużym wydawnictwie i została pisarskim  „wolnym strzelcem”. Przestała przejmować się szkoleniami, wdrapywaniem się po korporacyjnej drabinie, dojazdem do pracy w NY ( mieszkałam tam przez chwilę - wiem że to stres, który może przeciętnego człowieka zaprowadzić do psychiatryka albo przynajmniej do apteki po silne leki uspokajające ) .Przestała odliczać dni do urlopu - stała się szczęśliwsza. Mnie powyższy obraz nie dotyczy - pracuję „ z domu” . Nie sypiam jednak na „ różowej chmurze beztroski .Sklep internetowy , pogodzenie produkcji w innym mieście i wychowanie czwórki dzieci wraz z ogarnięciem chaosu domowego - to nie jest jednak życie dla słabych ciałem i duszą na dłuższą metę. Ja praktykuję taki styl życia już od 14 lat, od 7 mając do tego swoją firmę, od 2,5 posiadając już czwórkę dzieci. Wychodzę więc z założenia , że coś tam musiałam po drodze zacząć olewać, że mi się udało. Jeszcze żyję, nie zwariowałam i mam się dobrze. Jednak książka Sarah otworzyła mi oczy na pewne sprawy , które dzieją się obok mnie niejako dobrowolnie - nie miałąm do tej pory na nie specjalnie wpływu. A chciałabym. Oj tak!

Metoda „Zero Żalu”, uświadomiła mi, że nie muszę zgadzać się na wszystko co proponują mi ludzi, z którymi pracuję - zaczynam walczyć o siebie, swoje produkty, swój czas. Umiem ( choć jeszcze nie w takim stopniu jak bym chciała)  odmówić spotkania, nie odebrać telefonu podczas usypiania syna wieczorem, odesłania wadliwego produktu do innego sklepu online, odmówienia pomocy komuś, kto nieustannie o nią prosi, bo zrobienie czegoś samodzielnie jest "za trudne". Wiele jeszcze przede mną pracy - ale taki kop z zewnątrz był mi niezwykle potrzebny. 

Książka napisana jest w niezwykle przejrzysty sposób - podzielona na cztery części , w każdej z nich opowiada o:

podstawach odpuszczania sobie 

porządkowaniu umysłu i odpowiednim pogrupowaniu spraw 

ostrzega o zagrożeniach , które czyhają na nas, kiedy zastosujemy powyższe metody

tym, co zyskamy, jeśli pomyślnie uda nam się przebrnąć przez wszystkie powyższe punkty

Bardzo uspokaja i podoba mi się fakt, ż poradnik ten to nie kolejna bajka pt -wszystko się uda, bądź dzielny! Sarah opowiada o tym, jak sama mierzyła się z wszystkimi krokami,  jak jej to wychodziło. To nie cukierkowa opowieść. Daje do myślenia. 


Odpuszczając sobie pewne rzeczy - zyskujemy coś innego - dla niedowiarków poradnikowych mój przykład powinien pomóc wam lepiej ogarnąć metodę ZERO ŻALU :

Nie obejrzałam wczoraj nic na Netflix ( kablówki nie mamy - tv służy nam wyłącznie jako odbiornik do oglądania rzeczy , które chcemy ) .Dzięki temu zyskałam 2 godziny na czytanie Jack’owi i zrobienia ciasta marchewkowego z Basią . 

Nie rzuciłam się na koszenie trawy od razu po przyjeździe na „weekendowy odpoczynek”  na wieś. Moja korzyść: okazało się, że mój najstarszy syn chętnie przejmie ten obowiązek , bo „już jest w końcu prawie dorosły” ( jeśli do jego 14 lat doliczymy jeszcze kilka :p )

Nie kupiłam nowych balerinek - okazało się że zeszłoroczne jeszcze dają radę . Korzyść - wieczór po powrocie do domu z weekendu  w naszej lokalnej pizzerii mamy już zaklepany - a ja nie muszę kombinować czym nakarmić „na szybko „ sześcioro ludzi :-) 

Pewne - nie od razu Rzym zbudowano - nie da się tego wszystkiego wdrożyć i przetrawić pozytywnie po jednym przeczytaniu ( chociaż może ?)  Moje podejście do tego typu poradników jest - jak już wspomniałam - ciągłe i nawracające. jeśli poczuję, że potrzebuję wsparcia - wrócę do tej książki i jeszcze raz przekartkuję jak robią to zwodowi, szczęśliwi „olewacze” 

Polecam wam tę pozycję . 

Wydało ją WYDAWNICTWO MUZA, której dziękuję za możliwość konsumpcji tej książki pod kontem recenzyjnym. Warto było :-) 



Komentarze


Zostaw swój komentarz